


Wokalistka tria Dwa plus Jeden, gwiazda pierwszej wielkości polskiej piosenki lat 70-tych i 80-tych...
Wartościowy i wrażliwy człowiek; piękna kobieta: która tak wielu zachęcała do malowania świata na żółto i na niebiesko... a która zamknęła samą siebie w klatce szarości...
Odeszła od działalności artystycznej dawno temu, odsunęła się od ludzi...jej życie od wielu lat przypomina wegetację...
Foto: Leszek Łożyński (?)
Widzialem ja w Szansie na sukces,przy okazji piosenek Dwa Plus Jeden.Odnioslem wrazenie ze oszalala i ktos za uszy ja wyciagnal z wariatkowa.Ale,przyznaje,nie znam faktow.Nie wiem kiedy i dlaczego tak sie stalo.Moge jedynie przypuszczac ze to przez nagla smierc Janusza Kruka.
I wszystko to o kobiecie ktora byla chyba zawsze usmiechnieta...
Cóż - dobre odniosłeś wrażenia: pani Elżbieta ma kłopoty z psyche od wielu lat (i żyje od czasu odejścia od niej Kruka i jego śmierci - we własnym świecie) ...o jej kłopotach zdrowotnych i jednoczesnym ciągłym uwielbieniu fanów - świadczą choćby wypowiedzi ludzi w necie (wystarczy wpisać w wyszukiwarkę *Elżbieta Dmoch*)...
Dla mnie to ciągle duże zainteresowanie jej osobą (włącznie z chęciami fanów jej powrotu na scenę (!) ) - jest sporym pozytywnym zaskoczeniem :-))...
PS. Ciekawe, że *Requiem dla samej siebie* (hit z 83-go roku - choć nie jej autorstwa) odzwiercedla jej życie; jest proroczą i lekko złowieszczą opowieścią o Elżbiecie Dmoch właśnie...
Wielka szkoda.Nigdy nie bylem fanem Dwa Plus Jeden.Moze jedynie plyta"Teatr na Drodze",jesli nie myle tytulow[z udzialem Holdysa i paru innych dobrych muzykow]byla czyms trafionym.Jednak jej glos to byla wartosc sama w sobie i moze pozniej nagralaby cos ciekawego...
A poza tym w latach 70-tych,czyli do czasu zabawy z elektronika ktora zepchnela zespol do poziomu niemieckich kapel tanecznych,zespol mial swoje brzmienie i mase latwo rozpoznawalnych przebojow.To byl dobry czas dla takich zespolow jak oni czy Andrzej i Eliza...
,
2010-10-20 01:07 Zależy dla kogo trafionym czy nietrafionym ,każdy ma swój gust i upodobania .Ja bardzo lubiłam Elżbietę Dmoch ,podobała mi się jej barwa głosu i prawie wszystko co śpiewała.Romanse za grosz były po prostu przyjazne dla ucha ,a "Requiem dla samej siebie" mało swój czar.
Wybacz ale jesli mam swoje zdanie to je wypowiadam.Albo i nie.Ale jesli to robie to nigdy po to by wszystkim sie podobalo.Chca nie chcac robisz to samo.Od tego zreszta jest forum,dla ktorego najwieksza katastrofa byloby gdyby wszyscy mieli na kazdy temat to samo zdanie.Na szczescie w stosunku do sztuki,rzadko tak bywa.
,
2010-10-24 20:46 ;))) I bardzo dobrze ,że masz swoje zdanie i je czasami gdy masz chęć wypowiadasz;))Z swojej strony cichego obserwatora powiem ,że powinieneś to robić jak najczęściej bo ciekawie prawisz;) Całkowicie się z Tobą zgadzam ,że mieszanka i różnorodność jest bardziej atrakcyjna od jednostajności ;)
,
2010-10-24 20:58 śmiałam się z nieporozumienia gdyż myślę ,że troszkę mylnie odczytałeś moją wcześniejszą wypowiedź.
,
2010-10-20 00:51 nie widziałam Szansy na sukces z jej udziałem ,ale ona miała prawo zachowywać się tak jak jej własne wnętrze podpowiadało ,a nie tak ja Ty oczekiwałeś .Jeżeli nie robiła nic co wykraczałoby ponad wszelakie normy moralne czy prawne, to zachowywała się poprawnie.Ma prawo do swoich odczuć i sposobu bycia .
A kto mowi ze nie miala prawa?Gdybys jednak widzial ten program,zetknelabys sie z osoba zachowujaca sie dokladnie tak jak po psychotropach.Odnioslem wrazenie ze kontakt z nia na ekranie zostal ograniczony do absolutnego minimum z uwagi na to iz ona w ogole nic nie mowila oprocz"tak"lub "nie".Dlatego uwazam ze ciagniecie ja za uszy w takim stanie to decyzja kontrowersyjna.No ale ona jest jaka jest,Kruk nie zyje a pozostali byli raczej "poza obiektywem"w trakcie trwania kariery.Wiec albo robimy tak i program jest albo rezygnujemy i programu nie ma.To byl prawdopodobnie dylemat producentow
,
2010-10-24 20:55 Hmm .....uważam ,że gdyby nie chciała toby się nie zgodziła na udział w tym programie.Czasami sama obecność jest ważna i wystarcza bez długich słownych wywodów.Zapewne była sobą i należy jej się szacunek za to co zrobiła dla tych co zakochali się w jej śpiewie ,który był balsamem na smutki i troski dnia codziennego.
Wszystko to prawda ale pamietaj ze jednak jej nie widzialas.To bylo przygnebiajace.A poza tym,jest wokol jej osoby jakas dla mnie,nie zrozumiala,zaslona milczenia.Oczywiscie lepsze to niz wpieprzanie sie z buciorami przez tabloidy w czyjes zycie ale zupelnie nie lapie DALCZEGO np.taki "fakt",ktory raczej sie nie przejmuje subtelnosciami,jeszcze sie jej osoba nie zajal?Tyle razy prasa ma gdzies dobre maniery a tu...cisza.Powiem wiecej.Jak dotad nie odpuszczono chyba nikomu.Od Grechuty po Villas,zawsze niemal w tym samym stylu[wywlekanie czego sie da].A przy Dmoch,nic...
,
2010-10-24 21:43 Ja tylko chciałam powiedzieć ,ze nie jestem zwolenniczką odstawiania na boczny tor zasłużonej w przeszłości osoby tylko dlatego,że zatraciła w jakimś stopniu głos czy teraz żyje zgodnie ze swoim wnętrzem ,a nie pod publikę .Wiesz ,i bardzo dobrze ,że ta cisza trwa skoro ona nie życzy sobie szumu .Może ma szczęście ,a może dlatego ,że dawno zeszła ze sceny i młodzi dziennikarze po prostu jej nie znają?.
Tak tez moze byc,wszak tzw.mlodzi dziennikarze,sa dzis dosc mocno ograniczeni jesli chodzi o przeszlosc.I dobrze ze nikt dziewczyny nie tyka ale...to dziwne.Nie typowe.Jesli by sobie tego nie zyczyla i swiat by o tym uslyszal to daje glowe ze paparazzi nie dali by jej zyc.Wiec moze zostawmy ten temat bo jeszcze ktos sie zainteresuje:)
,
2010-10-24 22:07 zawsze można porozmawiać o samej twórczości danej osoby.Ciekawa jestem cobyś powiedział na temat moich ulubienic czyli Magdy Umer czy pięknych głosów które już na żywo niestety nie usłyszymy ,a mianowicie chodzi mi o Annę German i Łucję Prus.
Uwielbiam jak mnie ktos tak podpytuje:)))Najlepsza to bowiem okazja by sobie sporo przypomniec.W tym przypadku,powinienem zerknac do jakiegos opracowania na temat dorobku Prus bo nie pamietam tytulow a bylo tych piosenek troche.I to takich ktore bardzo lubilem.Jednak pomijajac ten szczegol,Lucja Prus byla jedna z nielicznych wowczas artystek ktorej pojawienie sie w cudzych projektach,zawsze owe wzbogacalo.Jakze ona wspaniale pasowala do niepowtarzalnego,lirycznego oblicza Skaldow?!To chyba najlpepszy przyklad.I moze telewizyjny cykl"Listy spiewajace"...
Magde Umer lubilem od pierwszego wejrzenia,czyli od opolskiego wystepu z"Koncertem jesiennym..".Pozniej roznie to bywalo.Dlaczego?Ano dlatego ze lubilem i lubie jej plyty,jej spiew,interpretacje czasem zupelnie bezkonkurencyjne a nie przepadam za telewizyjnoscia tej pani.Tzn.rozumiem ze akurat ona oddycha poezja spiewana ale w jej konferansjerce jest cos co mnie drazni.Kiedys szczegolnie w czasie wystepow z Agata Passent,kiedy to razem pochylaly sie nad spuscizna po Osieckiej,chwilami nie dalo sie sluchac.
Natomiast Anna German to juz zupelnie nie moj swiat.Doslownie jedna piosenka."Tanczace Eurydyki"to cos co powala do dzis.Ona byla taka "festiwalowa"...Swietnie czula sie na scenie,nic a nic mnie nie dziwi jej popularnosc w ZSRR ale jej piosenki,a raczej piesni,odbijaly sie ode mnie jak od sciany...
,
2010-10-28 22:57 miło się czyta Twoje wypowiedzi ,są takie treściwe.Pomijając sztandarowy utwór "W żółtych płomieniach liści" z którego najbardziej jest znana Łucja Prus mnie bardzo podoba się "Nic dwa razy się nie zdarza".Jest to wiersz Wiesławy Szymborskiej.Kora też go wykonywała ale jej śpiewanie przeszło jakoś obok mnie choć ją bardzo lubię..."W dziką jabłoń cię zaklęłam "jest przeurocze .W ogóle Łucja Prus wszystkie utwory wykonywała z ogromną lekkością .
Pamiętam te występy z córką Osieckiej i całkowicie podzielam Twoje stanowisko....... "Koncert na dwa świerszcze "."Już szumią kasztany "Oczy tej małej " czy "O niebieskim pachnącym groszku" są po prostu lekarstwem dla duszy.
U Anny German bardzo mi się podoba jej barwa głosu .
Skoro lubisz dzielić się swoim odczuciami muzycznymi to zapytam Cię jeszcze o Mirę Kubasińską ,której utwory znam od maluteńkiego bo moja Mama ją uwielbiała i często nuciła;)
Dziekuje!Tresciwe,mowisz:)A mnie sie czesto zdawalo ze za dlugie...
Lucja Prus ma swoim dorobku jakiegos walczyka.Tyle tylko pamietam,tytul mi uciekl.Ale jest to popis dykcji!I piekna melodia.
Juz szumia kasztany,uwielbiam.Zreszta jej plyty mialy taki jesienny klimat.Nie wiem czemu ale jesien zawsze ciagnie mnie do Warszawy[dziwne jak na Poznaniaka,nie?]do spacerow po parkach,nie daleko starowki,do koncertow Chopinowskich oraz do takiej wlasnie muzyki.Czasem odmienia mi sie na jazzowo ale nie zawsze.Moze to tez kwestia beztroskich wspomnien z przed blisko 20 lat?
A Mira?Zawsze fascynowala mnie jej"indianska"twarz:)Nie sposob oddzielic jej osoby od Breakoutow a zespol ten byl w historii polskiego rocka,obok SBB,chyba najwazniejszy.Ona zas,niczym Janis Joplin,jako wokalistka rockowo bluesowa,nie miala sobie rownych w kraju.Wlasciwie az do momentu pojawienia sie Krystyny Pronko.Ale to juz inna muzyka.Taki soul raczej.Po naszemu...
Kiedys przesluchujac stare plyty,trafilem na singile siostr Panas.One jedyne mialy choc troche ognia w sobie.Reszta pan raczej do rocka czy bluesa sie nie nadawala.W latach 70-tych niby cos drgnelo ale...Nie wiem co moglbym dodac.Moze to ze niektorych kawalkow bez Miry,dzis juz sobie nie wyobrazam.