

Tego całego zamieszania, zgiełku, pędu, zakupów… Coś strasznego!!
odpowiedz
Ja tak samo nienawidzę, tym bardziej że podczas tych przygotowań żona się staje wyjątkowo gderliwa. Nawet jak sięgnąć pamięcią dzieciństwa, rodzice zawsze się przed świętami kłócili... I po co to wszystko? Aby w końcu usiąść razem coś tam zjeść i wypić?
odpowiedz
Zgadza się. Święta są OK, ale te przygotowania… Coś strasznego!
Ale trzeba i to jakoś przetrzymać. Może prezenty zrekompensują całe to zamieszanie ;)
odpowiedz
:))) może, ale komu, jak ja te prezenty robię:)))
odpowiedz
A Ty nie dostajesz?!?
odpowiedz
No za własne pieniądze, jak sam sobie kupię:)) Dziadek mróz, który św. Mikołaj to tylko moja praca i zachcianki pracodawcy:))
odpowiedz
To niedobrze… :(
A rodzina, znajomi? Nie robią niespodzianek?
odpowiedz
Znajomych ostatnio tylko w necie mam. A od rodziny tylko słowo "daj" słyszę. Trochę już naprzykrzyła mi się ta rola karmiącego ojca rodziny - pater familiae... też chcą, by ktoś się troszczył o mnie...
No to z mojej strony już takie zwykłe przedświąteczne marudzenie, nie zwracaj uwagi:))
Tu już nic nie poradzić...
odpowiedz
A mówiłeś im o tym, że też potrzebujesz zainteresowania swoją osobą niekoniecznie wtedy, kiedy trzeba dać?
Może nie wiedzą o tym? Czasami trzeba się upomnieć o swoje :)
odpowiedz
Tak to żałośnie wygląda... cóż miałbym błagać o zwróceniu na siebie uwagi?
Czasami się upominam, tylko po prostu sam idą i biorę to, co mi się należy...
odpowiedz
Wiadomo że nie błagać, bo to nie o to chodzi i przeważnie daje mizerny rezultat, ale wspomnieć przy okazji świąt można, żeby zwrócić na siebie uwagę tych co tylko biorą…
To dobrze :)
odpowiedz
Wiesz, już nawet przestałem na ten temat myśleć. Jak nie zależy im na moim dobrym samopoczuciu, to i po cholerę ja o nich mam się troszczyć. Po prostu pewnego poranku pójdą sobie gdzieś i tyle.
Naprawdą. Doczekam, aż dzieci wyrosną i pożegnam się.
odpowiedz
Bywa i tak, ale nie jest to chyba dobry układ…
Ale… bardziej się nie wtrącam :)
Wiesz co robisz!
odpowiedz
No ja pierwszy zacząłem marudzić...
Przepraszam. Czasem muszę się wygadać...
odpowiedz
Czasami trzeba żeby trochę ulżyło… :)
odpowiedz
No:))
odpowiedz
I czasami trzeba się zresetować :)
odpowiedz
No tak, zresetować i od nowa katarzynkę włączyć:)))
A propos trochę nie na temat co myślisz o autopsji jako zjawisku metafizycznym?
odpowiedz
Przyznam się szczerze, że nie zastanawiałem się nad tym ale widzę, że Ty siedzisz w tym temacie głęboko.
odpowiedz
No nie, nie głęboko:)) Tak coś dziś na ten temat myśli do głowy się nasunęły. Ciekawe zjawisko, które podobno obserwowali niektórzy dość znane i szanowane osoby. O autopsji pisał Maupassant i Odojewski, tj. jak o rzeczach, z którymi się spotkały bezpośrednio w życiu. Sama siebie bezpośrednio przed śmiercią widziała Katarzyna II... niby ludzie widzą siebie najczęściej przed śmiercią, a bywa że nie tylko przed śmiercią... Maupassant i Odojewski po spotkaniu sią ze siebiewtórem nie zmarli.
A tak naprawdę teraz, chyba nie uwierzysz, myślą o czym innym, a właściwie skąd pochodzi język Euskara... Ciekawy jest, ale uczyć się go to niepotrzebnie czas tracić... w nim tylko około 800 000 rozmawia, a i z tym towarzystwem łatwiej by mi było dogadać się w hiszpańskim:))
odpowiedz
Na szczęście siebie osobiście nigdy nie widziałem „z zewnątrz”… Pewnie gdybym zobaczył, to bym się przestraszył ;)
Ale za to odczuwałem metafizycznie człowieka, który kilka dni wcześniej zszedł… Było mi trochę nieswojo…
Skoro tak mało ludzi się nim posługuje, to chyba rzeczywiście nie opłaca się go uczyć. No że chyba jakiś łatwy jest :) Albo konieczność bezwzględna.
odpowiedz