


..Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten Świat jest.....DOBRY.....
W Nyse grali jak zawsze ino kiedyś tak było że dla siebie chcieli zagrać.
Tak narzekają niektórzy że szkoda słychać, no na tą orkiestrę i Owsiaka.
Obserwując przez kilka lat impet Wielkiej Orkiestry (sam swego czasu nawet aktywnie uczestnicząc w jej akcjach), zastanawiam się jednak, jaka część społeczeństwa nie traktuje jej jako doskonałego wyciszenia własnego sumienia. Ilu z nas czasem nie wmawia sobie, że są doskonałymi, hojnymi ludźmi, bo przecież pomogli… A na co dzień…
Na co dzień otacza nas chamstwo i wulgaryzm. Brud i znieczulica. Te same, które tłumimy paroma groszami wrzuconymi do puszki. I to serduszko, które z dumą nosimy. A gdyby go nie dawali? Ilu z nas daje je sobie przylepić, tylko dlatego, że wraz z nim „głośno” krzyczymy: - Ja zapłaciłem!… A w myśli: - Odczepcie się ode mnie! Przecież już dałem! Może jestem niesprawiedliwy, może mam złe wyobrażenie o rodakach, których obserwuję codziennie. I widzę ich nastawienie do życia, ich zachowanie w każdym miejscu… Z pewnością za często niegodne tego serduszka…
W ostatnią niedzielę wrzuciłem do różnych puszek kilka złotych. Ze zdziwieniem natomiast obserwowałem, niemal szok, kiedy odmawiałem przyjęcia serduszka. Dlaczego? – słyszałem niemal za każdym razem. Nie chciałem się tłumaczyć, że nie robię tego, żeby wyglądać potem jak choinka, ale z własnej potrzeby, nawet nie serca. A nuż zdarzy się, że jedna czy druga maszyna, do których dołożyłem tych parę groszy uratuje potem życie mojemu dziecku, mojej żonie, a może nawet mnie samemu. Czyste wyrachowanie…
Każda hojność ma bowiem swój ukryty podtekst.
Akcja Owsiaka jest swoistym fenomenem. Zwłaszcza prowadzona tuż po świętach, które tradycyjnie są drenażem naszych kieszeni. Fenomen ten zasługuje na tym większe uznanie, że kolejne pokolenia młodych Polaków w jeden dzień w roku poświęca swój czas innym.
Nie byłoby tego fenomenu oczywiście bez zaangażowania mediów, które od rana do wieczora mają bez problemu zapewnioną widownię bez konieczności zastanawiania się o słupki oglądalności i słuchalności. Oczywiście nie bezinteresownie, bo wizerunek, jakże kulejący (zwłaszcza telewizji publicznej) daje się choć trochę podreperować.
Wielka Orkiestra jest fenomenem również socjologicznym. Polacy, klnący niemal codziennie na czym świat stoi na funkcjonowanie służby zdrowia, zdają sobie jednak sprawę, że bez ich pomocy, byłaby ona w jeszcze gorszym stanie. I nie chodzi tu o stanie w kolejkach, czy kilkumiesięczne oczekiwanie na wizytę u specjalistów, ale o to, że jak już znajdą się w potrzebie (zwłaszcza szpitalnej) choć część z nich będzie miała dostęp do technologicznych nowości. A nie byłoby to możliwe bez tych paru groszy wysupłanych nierzadko z samego dna kieszeni.
Fenomenu tego zazdrosną oczywiście ci, którym wydaje się, że akcja Owsiaka specjalnie jest nagłaśniana do tego stopnia, aby na jej tle inne działania poszły niemal w zapomnienie. Cóż, na to nic nie da się poradzić. Przecież w naszej mentalności jedną z podstawowych zasad jest zazdrość i zawiść o cudze sukcesy. Natomiast porównywanie akcji Owsiak do „działalności szatana” należy chyba złożyć na karb nieuleczalnych chorób psychicznych.
Po raz dwudziesty okazało się, że Polacy mają wielkie serca. Przynajmniej przez jeden dzień w roku. Po raz kolejny też okazało się, że bez fundacji Jerzego Owsiaka trudno myśleć o polskiej służbie zdrowia XXI wieku.
Oczywiście kogoś może denerwować „nachalność” wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, którzy wykorzystywali każdą okazję do zebrania paru groszy. Ale, jak mawia stare przysłowie, „grosz do grosza” i kilka tysięcy inkubatorów trafi pod szpitalne strzechy.
"Mądrość życia -to, wiedzieć co ważne, a wybierać najważniejsze.. Cieszyć się małym - bo większego, może nie być.. Widzieć dobro - bo ono rośnie w oczach..Żyć prawdziwie -bo życie.. to widzieć, wiedzieć i wybierać..."
Witaj Kogito. Jak to dobrze posłuchać mądrych ludzi.