

Czy kochac zonatego to grzech ? Moim zdaniem nie to nie jest grzech .Grzechem jest robienie krzywdy sobie wiedzac ze milosc ta nie ma szans na jej spelnienie.Nie ranmy siebie i innych .To trudne ale kto mowil ze zycie nasze ma byc uslane rozami.
To nie grzech,ale trzeba się liczyć z konfekcjami,które za tym idą.
To nie grzech,ale trzeba się liczyć z konfekcjami,które za tym idą.
Grzech to nie jest, ale trzeba przewidzieć konsekwencje,które za tym idą.
kocha się za nic i miłość przychodzi kiedy chce, więc nawet gdy obiektem naszych uczuć jest żonaty to nie ma nic w tym złego doputy dopóki nie będziemy starali zawlaszczyc sobie obiekt naszych westchnień, bo jaj już powiedział TOM kochajmy nie raniąc innych.....
Oczywiście żadna miłość nie jest grzechem bo to piękne i wzniosłe uczucie,ale grzechem jest pożądać kogoś kto już wybrał i przysięgał miłość do końca życia komu innemu!Ja sama mam męża i bardzo bym nie chciała aby ktoś trzeci wtargnął do mojego życia przewracając wszystko do góry nogami,bo trzeba pamiętać że choć gdyby źle działo się w związku nawet nie przez tą osobę trzecią- to po ujawnieniu ta osoba byłaby winna,nawet jeżeli to nieprawda.A poza tym po co sobie komplikować życie i czekać z nadzieją na coś co może nigdy się nie wydarzy.A mężowie tylko gadają jak to im źle w związkach z żonami a tak naprawdę rzadko decydują się na rozstania.Nawet bardzo rzadko!
Dzięki za ostrzeżenie! Mi to nie grozi bo zarówno ja a on tym bardziej jest bardzo ostrożny. A tak w ogóle to długo pracuje, każdy uważa mnie za niedostępną osóbkę wiec niektóre osoby nie uwierzyły by. Tak reasumując wiesz to bardziej platoniczna miłość. Pozdrawiam
To jest miłośc zakazana?
byłoby grzechem, gdyby doproawdzać do rozpadu takiego małżeństwa. Jak mawiają, miłośc jest ślepa i nie wybiera.
To pojęcie miłości zakazanej nasunęło mi przypuszczenie, że czasem właśnie cała atrakcyjność relacji polega na jej "niemożliwości". Szalenie łatwo jest kochać kogoś niedostępnego. Łatwiej się angażować jeśli potem za brak szczęścia będzie można obwiniać cudzą żonę (która nie chce dać rozwodu). Łatwo się "zakochiwać" w kobiecie będąc żonatym, bo to miłe urozmaicenie i potwierdzenie własnej atrakcyjności itp.
Nie mówię, że tak jest zawsze, ale jest to jedno z potencjalnych wytłumaczeń, nie da się ukryć, że prawdopodobnych.
Będę się upierać, że część romansów powstaje z tęsknoty za związkiem idealnym. A łatwo tej ideał znaleźć w Internecie, czy np. w sanatorium gdy świeci słońce i nie trzeba prać, gotować, czy robić zakupów.
Ja powiem tak.....Jestem mężatką i kocham żonatego mężczyznę.Poznaliśmy sie w necie 4 miesiące temu....I jesteśmy ze sobą cały czas...A czy to jest grzech....W pewnym stopniu tak,bo jeśli dochodzi do zdrady to juz jest grzech...Ale w naszym przypadku miłość zwyciężyła i jest silniejsza od grzechu....
A czy to, że jesteście razem polega na korespondencji, czy na realnych spotkaniach?
Milosc sama w sobie grzechem nie jest. Grzechem, jest natomiast ingerencja w zwiazek. Jezeli wiesz, ze ta milosc nie ma szansy na spelnienie to po co sie zadreczasz?
kochać to nie grzech, gorszym grzechem jest udwać milość przed żonatym i uwodzic go by dobrać się do jego kasy.
Są trzy opcje: chcemy coś zabrać , chcemy coś dać , chcemy kochać , jeżeli to ostatnie nam wystarczy i
potrafimy to ok. Dwie pozostałe jakby nie zrobić powodują ,że ktoś dostaje w łeb .Kwestię grzechu określa
religia czyli 10 przykazań i to jest jasne jak słońce . Czyli jeżeli kochamy dla świadomości faktu ,to
uważam że można kochać i to nie jest grzech ,zresztą religie różnie do tego podchodzą , pozdrawiam..
Myślę, że nie trzeba się do końca sugerować religijnymi przykazaniami, tylko własnymi regułami moralno -etycznymi. To lepsza ścieżka. Z religią bywa różnie.
Podoba mi się ten podział na te 3 opcje ;)
Ha, widzę że nie tylko jezdzisz na rolkach i komunikacją ,ale też chyba niedosypiasz .Nawiązałem do
religii w swojej wypowiedzi , ponieważ pytanie dotyczyło tej kwestii . Osobiście uważam , że takie
zapytanie ogółu , to jakby tworzenie nowej moralności dla usprawiedliwienia swoich zamierzeń . Nie
jestem teologiem , ani moralistą , ale jako człowiek bardzo dokładnie ,głęboko i szczegółowo sam
porozmawiałbym ze sobą i pozostawiłbym tę kwestię własnej świadomości.
Niedosypianie, to pewien efekt uboczny. Przyznam od razu..
Ja z kolei myślę, że takie zapytanie do ogółu nie zawsze może ze sobą nieść dobre rozwiążania. Pozostaje natomiast przy starej prawdzie : Nie musisz zgadzać się z innymi, tylko z samym sobą. I tu się właśnie zgodzę.
Z tego co piszesz, to własnie świadomośc, która zapewne jest bardziej moralna niż nie jeden palladyn, gra tu kluczową rolę. Chociaż większość ludzi i tak czuje te dziwną potrzebę rozmowy z Kimś.

Wiesz ,pytanie ogółu ,to wg.mnie szukanie poparcia ,zrozumienia ,zapytanie o trafną decyzję ,ale cel
pozostaje w nas .Myślę że odchodzimy trochę od tematu , więc zapytam : ashlee88 , czy uzyskałaś
odpowiedż?
Wydaje mi sie ze kochasz tylko siebie i swoje zabwaki , pozdrawiam
,
2008-08-01 00:02 nie moge sie zgodzic na stwierdzenie ze to nie grzech.to prawda ze taka milosc nie ma szans ,ale bardziej niz siebie krzywdzimy ta druga strone czesto nieswiadoma tego co sie dzieje bo zwykle zona dowiaduje sie ostatnia.wiec nie warto sie angazowac bo mozna wiele stracic ,jak wiele ?dowiadujemy sie czesto zbyt pozno.