

Wokół nas można zaobserwować wiele przykładów dużych dzieci - dorosłych, którzy zachowują się bardzo niepoważnie. Rozumiem, gdyby to się zdarzało sporadycznie, ale na okrągło? Wygląda na to, że dla takich ludzi trudny wiek nigdy się nie skończy...
,
2011-10-05 15:57 wydaje mi się to dość naturalne, że tak jest, każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, nawet najbardziej dojrzałe osoby. Różnie się to objawia. Czasem po prostu w pewnych sytuacjach, w które zaangazowane są emocje nie zachowujemy się racjonalnie.
Masz rację, ale dojrzały człowiek powinien wiedzieć, że są sytuacje, kiedy nie można zachowywać się jak dziecko. Żyć na co dzień z dużym dzieckiem to już miłe nie jest i rodzi wiele problemów.
Uważam że bycie tzn. dużym dzieckiem to nic złego, sami na tym świecie ustalamy reguły czego niektórzy nie mogą sobie żyć beztrosko?
Witam. Przyłączę się do "tej rodzinnej dyskusji". Każdy z nas ma w sobie 3 sfery: Dziecka-Dorosłego-Rodzica (to z analizy transakcyjnej). Czy przez Ciebie dorape, nie przemawia Rodzic Krytyczny :). Daj takim ludziom szansę, może Oni nie mieli dzieciństwa (nie mieli lub późno mieli okres tzw. Dziecka) lub ten problem jest bardziej złożony. Uczono mnie na studiach, że każdej z tych trzech sfer, trzeba dać się...no właśnie, nie pamiętam co...swój czas. Uważam, że w pewnych momentach zachowania takich osób, o których piszesz, trzeba im to powiedzieć wprost: zachowujesz się jak...Duże Dziecko. Ale ja zawsze staram się uwzględniać kontekst takiego zachowania, to może czasem ułatwić reakcję by doprowadzić do relacji Dorosły - Dorosły. Pozdrawiam piszących...i czytających...
Ja chyba rzeczywiście jestem zbyt krytyczna, również wobec siebie. To często utrudnia obiektywne podejście do wielu spraw, ale to nie jest tak, że ich nie rozumiem. Zgadzam się z Tobą, że problem "dużych dzieci" jest bardziej złożony, niż to by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Ja miałam na myśli raczej te osoby, które znam i raczej wiem, że nie ma jakiejś poważnej przyczyny ich niedojrzałego zachowania. Nie jestem pewna, czy zwracanie uwagi tym osobom zawsze przyniesie pozytywny efekt, ale to prawda, że lepiej powiedzieć to wprost, niż dusić w sobie jakieś wątpliwości i pretensje. Poza tym niektórzy mogą nie zdawać sobie sprawy, że zachowują się niedojrzale i lepiej im to uświadomić ;)
Zawsze lepiej mówić wprost, ale z życzliwością:)
Warto w takiej odpowiedzi uwzględnić to, co Ci się nie podoba, jakie emocje w Tobie wywołuje i jakiej zmiany oczekujesz.
Dodatkowy problem powstaje, jeżeli ta osoba ma kłopot z przyjmowaniem krytyki i wszelkie uwagi traktuje jako atak na siebie...
I dlatego trzeba to życzliwie mówić. Jeśli wierzysz w to, co mówisz i mówisz to z życzliwością, jesteś w tym spójna to praktycznie nie ma opcji żeby to w końcu nie dotarło. No chyba, że dana osoba jest b. zaburzona i ma utrudniony kontakt z rzeczywistością.
Też myślę, że w końcu dotrze do takiej osoby, że jesteśmy jej życzliwi, a wtedy porozumienie będzie łatwiejsze.
Witaj...ja sobie czasem zadaję pytanie...czy mi ich zachowaniu przeszkadza? i w czym? czy to dotyczy mnie czy bliskiej mi osoby?nie wiem czego dotyczy sugerowany przez Ciebie problem...na konkretach byłoby łatwiej podyskutować...ja raczej uogólniam...pozwalam sobie na brak reakcji wobec takich osób, jeśli to dotyczy tyko ich życia...ich wybór...ich odpowiedzialność...nie można spowodować, by ktoś myślał, zachowywał się jak ja. A z drugiej strony, takie osoby mogą z kolei moje/nasze/Twoje zachowanie potraktować jako "dziecinne". niedojrzałe...pozdrawiam...
Na tą uwagę przyszło mi jeszcze do głowy, że z kimś takim trudno jest racjonalnie dyskutować. Najłatwiej jest przecież zakończyć dyskusję poprzez zarzucanie drugiej stronie chamstwa czy niedojrzałości, a takie argumenty ad personam niczemu nie służą i do niczego nie prowadzą.
Ja już od dłuższego czasu wiem, że świata nie zbawię...nie zmienię każdego...każdy ma swoje życie...gdy prosi o pomoc...jestem do dyspozycji...pogadać...pobyć...ale wiadomo, jak narusza ktoś swoim negatywnym zachowaniem moje granice, znajomych lub rodziny...reakcja musi i być powinna...ale tylko konstruktywna...agresja rodzi agresję...przemoc...przemoc...
właśnie.."w.u.77- myślę podobnie jak Ty. Tzn ja powiem dosadniej-ktoś kto zachowanie innych ocenia jako dziecinne,sam wg mnie zdradza swą jakąś niedojrzałość chyba lub uważa sam siebie ze wyznacznik dojrzałości i wszech-mądrości..hmm a skąd ta pewność u kogoś takiego,że się nie myli? Skąd ktoś taki wie,że to co robi sam jest tym co powinno się robić? Czyżby osiągnął w życiu wszystko co chciał? Czyżby nigdy pomyłki nie popełnił,iż z góry patrzy na innych jak na dzieci? hmm egocentryzmem mi to zalatuje.....
Witam, dlatego ja bardzo ostrożnie się wypowiadam w tej kwestii. Każdy ma jakiś tam swój odnośnik, doświadczenie i ono determinuje oceny lub postrzeganie innych, i nas przez innych
jasne,a po drugie i dzieci różne bywają-tzn dzieci a nie niemowlęta,bo niemowlęta wiadomo..same nie funkcjonują i jako tako ich zachowania są determinowane zaspokajaniem ich potrzeb bytowych. Natomiast dzieci starsze są tak różne jak i "dorośli" wobec tego jak w ogóle można mówić o kimś,ze dziecinnie się zachowuje? hmm kapryśnie? nie wszystkie dzieci kapryszą... nie rozumnie? bywają dzieci rozsądkiem niejednego dojrzałego przewyższające.. powagą też itd...Zatem co oznacza sam zwrot -dziecinnie dla kogoś kto go używa? czy wspomnienie siebie samego z dzieciństwa? czy może porównanie do znanych sobie dzieci? hmm Ja sama byłam raczej od dziecka poważnym choć nie smutnym dzieckiem...nieśmiałym i to akurat raczej uległo we mnie zmianie,choć w niektórych sytuacjach(sporadycznych) wraca,więc chyba dziecinnie się czasem zachowuję..hmm
psyt- dorosłego..miałam napisać w zdaniu o wyższości niektórych dzieci.Bo dojrzałość z dorosłością w parze niekoniecznie chodzi...
Witam. Jeszcze chciałem coś dodać. Podeprę się wiedzą z psychologii-analizy transakcyjnej. Są takie dni, gdy jestem z rodziną i czas spędzamy także z dziećmi, że wujek na moment staje się Dzieckiem: ubieram spodenki, zakładam obuwie sportowe i idziemy grać w piłkę nożną. Wujek - czyli ja - na moment wraca do okresu dzieciństwa oraz młodzieńczego, gdzie grał wyczynowo w nogę, i do dziś jest to moja pasja...
Brawo za takie podejście... Ale Ty to robiłeś jak najbardziej świadomie i potem wróciłeś do roli codziennej ;)
Daję czasem, swojemu Dziecku czas na zabawę. Robię to świadomie. Bawiąc się z dziećmi, trochę wspominam swój fajny okres w życiu i też chciałbym im-dzieciom, coś przekazać...wartość zabawy, czas spędzany z rodziną. Nie zastanawiam się wtedy, gdy ktoś widzi...taki Duży, a gra z dziećmi...np. na trawie przed blokiem...Jak mój siostrzeniec miał właśnie tak około 10 lat, grywaliśmy w nogę pod blokiem...takie kopanie do siebie, koledzy się dołączali, i tak to szło...